Patodeweloperka – czy naprawdę musimy mieszkać w mieszkaniach 20mkw?

Jako niewpływowa i nieznana nikomu blogerka mogę wypowiadać się o czym chcę i jak chcę. A dziś chcę poruszyć temat małych mieszkań i tego, czy naprawdę można być szczęśliwym na 15mkw?

Jakiś czas temu opiniotwórczy portal opublikował reportaż z życia pewnej poznanianki, która jest szczęśliwa na 9mkw. Mikromieszkanko kosztuje ją 1 tysiąc złotych, ale jej niczego nie brakuje i jest zadowolona. Nie zamierzam oceniać intencji tej osoby, bo szczerze wierzę, że tak czuje i naprawdę pasuje jej taki lokal. Niepokoją mnie natomiast intencje redakcji oraz normalizacji polskiej patologii mieszkaniowej.

To może być wybór

Pamiętam, jak kilka lat temu w szoku oglądałam relację z mieszkania pewnego Niemca, który miał podobny metraż. Piętrową zabudową (ale totalnie, mieszkanko miało kilka poziomów, na większości nie można było normalnie się schylać) stworzył tam kilka stref, zapewniając sobie wszystko, co potrzebne do życia, oprócz przestrzeni. Oglądając, jak trzeba było przeskoczyć kilka szafek oraz wleźć po drabince, by zająć miejsca na sofie dla gościa, zastanawiałam się, jakim koszmarem musi być takie mieszkanie na codzien. Pan był zadowolony, a mała klitka była częścią większego planu – planu, mającego zapewnić odpowiednie oszczędności i szybszą emeryturę. Oczywiście, szanuję jego wybory.

… ale nie w Polsce

Tylko właśnie słowo wybór jest tu kluczowe. Dla wielu Polaków ciasne mieszkanie to nie wybór. To strategia przetrwania. Po prostu na większe ich nie stać, nie utrzymaliby go lub musieliby by brać nadgodziny. Jestem po czterdziestce i nadal część moich znajomych nie ma swojego kąta. Jedno małżeństwo, oboje pracują w służbie zdrowia jako ratownik i pielęgniarka, mieszka w mieszkaniu studenckim. My sami odziedziczyliśmy mieszkanie po krewnym, nie wiem, czy na własne jeszcze byśmy nie zbierali. Inni zaharowują się, by spłacić kredyt za 30mkw, gdy rosnąca rodzina domaga się minimum 50mkw.

Młodzi ludzie są w jeszcze gorszej sytuacji. U progu kariery, bez zdolności kredytowej, ze śmieciówkami – bez pomocy rodziny nie mają co liczyć na własne mieszkanie przed 35 rokiem życia. Wynajem zresztą też ich żyłuje niesamowicie, przez co nie mają szans na oszczędności. Moja siostra czeka na dylemat wysłania dziecka na studia – oprócz dumy z dziecięcia, które dostało się na oblegany kierunek na UJ, martwi się z czego opłacą czynsz za pokój w zdemolowanej kamienicy… Bo na nic więcej nie mogą liczyć. Na razie trwa zdalna edukacja i dzięcię uczy się z domu, ale kiedyś zapragnie wyfrunąć. Sama zresztą czekam na ten okres, odkładając co i rusz jakieś pieniądze.

Nie wierzę, że moje dzieci będzie stać na własne mieszkanie w szybkiej perspektywie, raczej obstawiam, że będą mieszkać w kilka osób w wynajmowanych mieszkaniach lub z nami. Nie jesteśmy w stanie im więcej zapewnić, nawet gdybyśmy od dziś przenieśli się na 10mkw i oszczędzali każdą złotówkę. A media, zamiast mówić wprost o tej patologii, zachwycają się, że można mieszkać w mikromieszkankach, które w świetle prawa budowlanego, nawet nie powinny powstać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *